poniedziałek, 12 września 2011
aftere a ku ku

No i można by rzec że już po wakacjach... :)
Nie mogę się pochwalić, żadnymi spektakularnymi historiami, bo było
spokojnie i obrzydliwie wręcz kulturalnie, żadnych ekscesów ani
wyskoków, ani właściwie kompletnie nic w moim stylu. Stateczne
zwiedzanie zabytków, rodzinne grille, spotkania przy kawie i ciasteczka,
ba nawet teatr.
A gdybyś się  martwił, że ja tak całkiem, że już nic ze mnie nie
zostało to postaram się Ciebie uspokoić, bo ludzi dalej nie lubię
(dodam że w bliskim kontakcie i w nadmiarze, bo to to zawsze było
problemem). Byłam w Oświęcimiu, i miałam taką fotoszopową nakładkę,
bo jest tam teraz tak "schludnie" jak na najpotworniejsze miejsce na ziemi,
gdzie "na tak małej przestrzeni, w tak krótkim czasie zamordowano tyle
istnień". A u mnie tyle książek przeczytanych i cała świadomość. I
smutne to wszystko takie bardzo bardzo. Wspominałam o tym że pewne
buddyjskie założenia do mnie przemawiają, no i tam stoi, że wszystkich
ludzi i inne stworzenia łączy to  że nie chcą cierpieć.
No to już moje własne, że przecież relacja kat ofiara, łatwo się
odwraca. Mam na myśli że przecież zbrodniarze też są małymi
bezbronnymi bobasami, albo zniedołężniałymi starcami, no i weź tu
takiego...
Coś ogólnie nie ten tego jest wbudowane w naturę świata, Lem mówił o
nieprzyjaznym świecie gdzie łatwiej jest coś zniszczyć niż naprawić.
No i wszyscy wirują sobie w świecie cierpienia i strachu (mówię
generalizując, bo przecież istnieją perełki, promyki światła i
latające motylki) niemniej jednak dopóki istnieje choć jeden dręczony,
kot bity dzieciak, czy jakiekolwiek poniżenie i strach, to swojego
osobistego małego szczęściątka nie można tak celebrować.
Pociaszam się zawsze tym, że każdego czeka koniec i spokój (nie
święty bo przecież jestem ateistką, ale ostateczny bez żadnego
reinkarnowania (tu się też z buddystami nie zgadzam) i piekła, nieba czy
innych dyrdymałów). No i do czego zmierzam, gdyby był guzik backspace i
mogłabym sprawić że świat by nigdy nie istniał, wymazujący wszystko
cały strach i ból cierpiących, i w ogóle wszystko,zostałaby tylko tak
piękna bezczasowa, bezprzestrzenna pustka, bez kolorów, dźwięków taka
nie do wyobrażenia, zawahałabym się ale bym nacisnęła.
A tak to wszyscy zdrowi, znaczy mam katar, ale sytuacja lokalna niesie ze
sobą więcej plusów niż minusów.
Pozdrawiam

11:46, lousalome1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 kwietnia 2011
medalion

Choćbym przeczytała tysiąc poradników, tysiąc stron internetowych, weszła na tysiąc forum dla mądrych głów to jednak nie nauczę się istoty. Chciałam sobie poganiać za kimś kto, robi, podglądnąć, wejść w kadr i zadać tysiąc irytujących pytań nawet kilka razy tych samych. Zrobiłam stuk stuk, i zapukałam w płytę nagrobną, okazało się że mentor którego wybrałam zwinął się znienacka, dużo przed czasem, przynajmniej o tyle żeby mnie nauczyć. Ludzi, którzy odchodzą najczęściej brakuje za to co mogli dla nas zrobić.

Smutek jest nobliwy. Oglądałam egzamin z piosenki aktorskiej, i choć niewykształconam (drodzy telewidzowie od przyszłego miesiąca wprowadzamy egzaminy z oglądania tv, osoby które choć raz w życiu były w teatrze mają 10 pt więcej do końcowego wyniku), laury największe zbierało coś w  czym widziałam, skłonioną głowę, oczy wypełnione po brzegi, puste matowe labirynty w głosie i melodramat bez dna. Świat jest wielki i jest w nim  miejsce na różne gusta, tylko po co tak wznosić na ołtarze jęki i  kocie miałki. Smutek obraca się wśród elit, a ten kto nie docenia, nie popiera i odpowiednio nie współcelebruje jest chamem i błaznem. Smucić się trzeba stale, uśmiech ścierać z gęby, ręce załamywać, rozpamiętywać po kres dni, na kolanach waląc czołem w glebę, cierpieć i jeszcze raz cierpieć za wszystko. A dla najlepszej płaczki order ponuraka.



11:12, lousalome1
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 kwietnia 2011
Czarna owca.

 

Obecnie już nie myślę o zostaniu wielkim pisarzem, teraz chcę zostać wielkim fotografem,

tylko aparat sobie kupię. I kiedy będzie wstyd i hańba stawać przed, to stanę za obiektywem
i znowu będę zajebista.  Zdecydowałam ostatnio, że lubię przemijanie. Wydaje mi się jakbym
odlatywała rakietą w kosmos, oddalam się i widzę więcej, z barwnych plam powstają kształty.
W pęd! w lot! w wir! w cud! jakie to szczęście że krew jest czerwona.

A z czasem może mi się będzie jeszcze poprawiać, ogłuchnę na jedno oko i oślepnę na jedno ucho i będzie mi już wszystko jedno.

Tymczasem...

Dziecko mi się urodziło, kot mi umarł, zorganizowałam sobie w zamian dwa nowe. I teraz nie jedna a trzy rozwydrzone bestie demolują mi otoczenie, uprzejmie donoszą gdzie jest lodówka, i paskudzą w nocniki.

Tuwima kocham wiecznie żywego i dwulicowego, i drogę długą przed sobą i mniemam że mam jej nie zmieniać i do szczętu życie wyżywam.

W ramach zrywów artystycznych, przyoblekłam się ostatnio w sukienkę z gazety i udawałam, że wpadam do rzeki, a pan rybak łowi mnie na wędkę. Gdy zaciekawieni policjanci spytali, a po co to? Jak zawsze elokwentna Anuszka rzekła im, że do papierowego plejboja. A i panom ze służby celnej, którzy byli bardzo wierną i wdzięczną publicznością też się bardzo podobało. Zdziwiłam się tylko, że strażaków nie było, bo w końcu tak łatwopalnie wyglądałam, ale może myśleli że w końcu wpadnę do tej rzeki i będą mieli z głowy. Cieszę się jednak, że służby więziennej nie było, bo wtedy to czułabym się już cokolwiek nieswojo.

17:59, lousalome1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 września 2010
Na balu taniec trwa z przytupem
Jakież zdziwienie wywołałam, gdy dotychczas szurnięta, aspołeczna o zachwianej reputacji 
przemieniłam się w mlekiem i miodem płynącą. Niewierna wszystkim prawdom i sama ze sobą
 sprzeczna, zanurzyłam się we własny mikrokosmos, we własnym ciele uruchomiłam wytwórnię
 narkotyków najlepszej jakości. Zaczęłam mieć pomysły które mi nie przystoją, najzwyczajniej
 dostałam małpiego rozumu. Skąd zdziwienie przyjaciela wroga? Człowiek jest kawałkiem
mięsa sterowanym i napędzanym przez gąbczasty krwawy ochłap i tą teorię jak dotychczas
wyznaję. Małpi rozum, mózg ssaka, ciało samicy, samosterujące, instynktownie działające,
prosta sprawa.

Wszystko mija, w młodym wieku egzaltacja to norma, z czasem staje się śmieszna. Obecnie gu gu, ciu ciu itp. ja sama słodycz, opanowanie, szczęście z każdego pora mojej skóry, a wam brakuje popłochu, zgliszcz i swądu krwi z moich słów. Och jej...Co do bomby rzucanej w tłum, to przesadziłam pisząc, że już o tym nie myślę, myślę... ale robię to zdecydowanie rzadziej, i jestem pewna, że nigdy bym tego nie uczyniła, egoizm poszedł się walić, minimalizowanie cierpienia i temu podobne. Na szczęście moje i reszty, dalej potrafię być bezinteresownie złośliwa, ironicznie zjadliwa, mam jak kot wysuwane pazury, teraz czasem niby niechcąco najeżdżam ludzi wózkiem.

Mimo że bywałam lekkomyślna moje myśli były raczej przyciężkie, przygrobno ponure, teraz mam różowe okulary na nosie, które i tak uważam są lepsze od klapek na oczach i kajdan na mózgu, w końcu open mind zobowiązuje, nie może być tak że wiedza i przekonania stają się więzieniem. Zatwardzenia myślenia można dostać  od ślepej wierności poglądom, zmian się nie boję.

Nie żyję w raju, czytanie i pisanie jest czasochłonne, adoracja bobasa też, pióro leży na biurku i chłonie kurz. Tęsknota za wymiarem pośmiertnym chętnie by wprawiła to pióro w ruch, bo cały czas mam ogromny apetyt na metafizykę, nadmiar bezużytecznego słowa mówionego atakuje moje uszy i komórki mózgowe. Trudno. Uwielbienia i zachwytów chmurka mojego małego tyrana kołysze, jest to ucieszne szaleństwo któremu się z przyjemnością poddaję. Moje nie moje oczy, Krew z krwi, kość z kości. Posiedzę w cieniu, może mój talencik będzie jak wino z czasem dojrzeje.

 

 

środa, 27 stycznia 2010
przyjemnej nagłej śmierci

Typowa zapchajdziura, ale poczucie obowiązkowości zmusza mnie do jakiejś czynności.

Nie będę narzekać, nie będę narzekać, nie będę narzekać....
ale mam straszną ochotę...
kot wyżera mi wafelki...
stopy mi zamarzają...
śniło mi się jak jakiś facet próbował sobie odpiłowac połamaną rękę...
zastanawiam się czy chciałabym podzielić los doriana gray'a jeszcze kilka lat temu jak najbardziej, teraz chyba już nie, o czym to może świadczyć?


Istnieje jakaś gra komputerowa w której jeden epizod polega na tym, że grupka terrorystów robi sieczkę z niewinnych ludzi na lotnisku. W zasadzie mogłaby tu stanąć kropka. Ale nie stanie. Kwestia cenzury, przeważnie jestem przeciwna wszelkim jej formom i tak jest tym razem. W realnym świecie jest to akt nikczemny i nierozważny, ale sama wielokrotnie w wyobraźni miałam wizję nieprzyjemnej nagłej śmierci ludzi przypadkowych, którzy akurat nawinęli mi się pod oko, śmierci zadanej moja ręką.

Czołga się jeszcze chwilę, nieruchomieje i zalega, półtrupki , mięso kobiet i cały ton psychodramy w mojej wyobraźni nie jest niczym niezwykłym. Niektórym przekłada się to na chęć realizacji na żywo. Wielkie larum każące zabronić wspomnianej gry brzmi rozsądnie, choć trochę bez sensu, bo nic to nie da, skoro istnieje chęć i możliwość prędzej czy później nastąpi realizacja. Ludzie żyją w dwóch rzeczywistościach, bardzo często mają tendencję do idealizowania innych ludzi, większość systemów zakłada, że człowiek jest z gruntu przyzwoity, a z drugiej strony regularne, nagminne wręcz łamanie tego założenia doprowadza do twierdzenia, że ludzie to zło wcielone.
W tym paradoksie wydaje mi się, że ludzie są po prostu słabi i bezbronni. Wystarczy, że zostanie zmieniony chociaż pojedynczy element świata oswajanego przez kolejne pokolenia, a człowiek gubi się i zostaje pozbawiony człowieczeństwa.


18:21, lousalome1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 grudnia 2009
mieszkańcy ziemi

Stereotypy....
Babcia, chociaż nie chciałabym takiej babci, znaczy ze swoich babć to lubię 50%, ale ale przeklęte dygresje. Pisząc w tym miejscu babcia mam na myśli funkcję społeczną, powiązaną z nakryciem głowy. Wiecie już...
Oprócz komunikacji miejskiej i kościoła jest jeszcze jedno typowe miejsce dla przedstawicielek tego gatunku. Wiecie już...
Moje częste ostatnio przygody ze służbą zdrowia, obfitują w momenty inspirujące do złośliwej narracji.
Zatem babcia w berecie w poczekalni u lekarza. Wiecie już...
Dodam że to był okulista, ma to o tyle znaczenie, że zakropili mi jakimś ustrojstwem oczy skutecznie mnie oślepiając i uniemożliwiając oddanie się przyjemnej, a przynajmniej zajmującej czas lekturze. Dorzucę jeszcze, że popsuło mi się urządzenie do odsłuchiwania muzyki, co dodatkowo wyostrza mi pióro.
Snułam się jak wynudzona kotka, bo lekarz zwlekał z objawieniem swojej uroczej osoby, długo, bardzo dłuuugo, wieki, eony, trzy godziny.... wiecie
Rozwijały mi się małżowiny uszne, i upośledzony wzrok czepiał się czego mógł.
Zatem babcia. Twarz miała rodzynkową, brodę cofniętą we wspomnieniu po zębach, możliwe że jakieś zęby miała, ale raczej obce niż własne, bo bardzo niedopasowane. Najważniejszym elementem jej anatomii było przymrużone jak u Poppeya oko, co nadawo jej górnej części twarzy filuterny wyraz, stojący w zupełnym zaprzeczeniu do cytrynowych ust.
Z głosem zawieszonym między rozpaczą a oburzeniem, w jakimś ptasim drygu rzuciła się na przechodzącą lekarkę – a kiedy ja?
Lekarka, chudzina, dumna i znieczulona, zrutyniona choć młoda w miarę, taki zawód... Wiecie
Odburczała bezosobowo – mówiłam, że trzeba czekać, ja mam bardzo dużo pacjentów i wyparowała, jak ta przysłowiowa kamfora. I obie miały rację, i nie ma się tutaj jak na kogoś powściekać, oczywiście można, ale co to da?
Babcia plus jej beret, dopadły wąsacza, siedzącego ku swojemu nieszczęściu w zasięgu głosu. Wąsacz, zachwycający, prawie jak Nietzsche, wyglądał jakby pokarm przez te wąsy absorbował bezpośrednio z powietrza. Wylała na niego litanię, zwykły katalog nudnych zarzutów – jakim prawem, co oni sobie, wstrętni i paskudni. W czapce z dzwoneczkiem nie byłaby śmieszniejsza. Podejrzewam, że w uszach miał podobne włosy co pod nosem wytworzył z nich powierzchnie ochronne, dzięki temu taki cierpliwie znosił, potok słów.
I kiedy już tracąc nadzieję, na cokolwiek, na to, że kiedyś przestaną mnie terroryzować te żółte lamperie, przybył, pojawił się, zstąpił Pan Doktor. Zaświecił mi ostrym światłem w oboje oczu, pozbawiając mnie kompletnie kalekiego już wzroku, powiedział, że wszystko ok i mnie wywalił.

tutaj można sobie zamówić wiersz specjalnie dla siebie

a tu Kozyra, bo tak


23:01, lousalome1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 listopada 2009
sztuka jest sztuką, a wszystko inne jest wszystkim innym

Gdy niewiele się dzieje, albo nie tak, zawsze jest to miejsce gdzie jest ciekawie, tam gdzie uciekam

Supersen
Błąkałam się po jakimś starym mieście, w którym na budynkach reklamy wyglądały jak portrety trumienne połączone z rosyjskimi plakatami propagandowymi. Krętymi uliczkami dotarłam nad kanał, którymi płynęła flota kajaków, część z tych kajaków była pusta w pozostałych siedzieli dosyć radośni ludzie. Kiedy przepływali koło mnie, woda zaczęła wylewać się z kanału i zalała mi buty, niezbyt zadowolona z tego faktu oddaliłam się w kierunku jeszcze starszej części miasta, gdy przechodziłam koło malowniczego starego domku tknięta ciekawością zaczęłam go oglądać z bliska, przyłapała mnie na tym zgrzybiała staruszka. Zaprosiła mnie do środka, jej twarz była bardzo dziwna. Wyglądało jakby miała nałożoną maskę z żółtawej wyschniętej skóry ściągniętej z wędzonego kurczaka, maskę tą miała sznureczkami przymocowaną za uszami. Spod tej maski wyglądały zsiniałe i bliznowate fragmenty jej prawdziwej twarzy.
W jej domu na ścianach, pełno było starych fotografii, które przedstawiały ludzi z podobnie zdeformowanymi twarzami. Za kilka chwili w drzwiach jej domu pojawili się goście, jacyś cyganie oraz owi wydawało się dawno umarli ludzie z fotografii, cała rodzina paskudnej staruszki. Wszyscy razem udaliśmy się na jakieś poddasze, gdzie urządziliśmy sobie przyjęcie z muzyką i ucztą.
Gdy potem ich opuściłam, wyszłam na podwórko, na którym jacyś młodzi ludzie pielęgnowali trawniki i sprzątali psie kupy. Z ich rozmowy wynikało, że przez jakiś nieudany interes brakuje im 250 zł i jeden z nich będzie musiał dokonać napadu z bronią, przez co grozi mu 8 lat więzienia.
Potem jechałam angielskim autobusem i na drodze przede mną zdarzył się wypadek. Jakieś auto potrąciło mężczyznę w średnim wieku, z wąsem. Mężczyzna leżał na środku jezdni na podwójnej ciągłej, z bardzo nienaturalnie wygiętą do tyłu szyją i rozdziawionymi ustami, z szeroko otwartymi mętniejącymi oczami.


12:08, lousalome1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 października 2009
wielka osobista mistyfikacja

Nie chce mi się wywlekać tu historii mojego obecnego niechcenia. Opisywać jawnych i ukrytych składników naraz bycia sobą i kimś innym, na zawsze pozostanie wieczny znak zapytania. Takie WTF?
Zresztą obraz widziany od środka jest zniekształcony, a obserwować z zewnątrz samego siebie sie nie da obiektywnie. Pozostają mi nieartykułowane dźwięki, gulgot, bulgot czy inny bełkot w którym nie ma żadnego uchwytnego sensu. Oraz istnienie w wylęgarni ludzi, w których tkwi cały kosmos, niezmierzone możliwości. Ale się z nich tego nie wy¬dobędzie. Pod żadnym pozorem.
Czy nie jest ironicznym fakt, że te cechy które czynią mnie atrakcyjną: smukłe ciało, długie nogi i delikatne ręce, wiotkie ruchy są wynikiem choroby.
Ale naprawdę spoko, zestarzeje się i osiwieje, a może nawet kiedyś zmądrzeje.


10:41, lousalome1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 września 2009
nie

w każdej epoce ideał piękna kształtuje się tak, by jak najtrudniej było go osiągnąć

żyję sród ludzi czuję i myślę

niektórzy blokują uczucia czekają aż zaczną ich boleć

 

odin

10:04, lousalome1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 sierpnia 2009
superpuder

ćwiczeń wysokiego stylu ciąg dalszy

Materiał to jak zwykle, poplątane historie kobiet i mężczyzn, opery mydlane, komiczne widowiska które odbierają dramatom znaczenie, idiotyczne makabreski z których nic nie wynika.
Pan muślinowy, niekonkretny, a jak przychodzi co do czego w umysł myśl pokrętna jak korkociąg mu się wkręca, biedny jest ale skarby ma w marzeniach. Dolać sobie mózgu do mózgu czasem powinien. W młodości rzucił marzenia pod stopy mimozie słodkiej i wiotkiej, a ona je podeptała. Żal w nim pozostał po tym do życia, które nie spełnia oczekiwań.
Więc może z zemsty do świata i siebie, spełnił to czego zażądał gatunek. Wybrał sobie wybrankę o piersi ciężkiej i mlecznej. Ugryzł jej czerwone serce białymi zębami i ona się w nim jak w jeziorze zanurzyła. Spodziewanie przemienił jej się skład organiczny, macica - wilczyca – wścieklica.
I teraz tak obok siebie ale nie ze sobą, wiodą... Liczył na to, że jakoś się ułoży, ale co to za ułożenie.
Możliwe że próbował oszukiwać, samego siebie przede wszystkim, że to nie siedzi w nim, chociaż było to w nim i dniami i nocami próbowało się wydostać we wczorajszych snach.
Miał marzenia porno, z rozkazu erotycznej wyobraźni, z apetytu który nie daje się zaspokoić. Gniotło go ciemne miłowanie i swędziały bardzo chciwe dłonie pragnące scen w sypialni jak na pobojowisku. Oczy mu za kobietami jak welony płynęły i wodził się na pokuszenie.
Nocami gubił się w lesie ze znalezionym chętnym uszkiem do słuchania. Mogę sobie wyobrazić jak brzmiały te rozmowy, przecież świat się powtarza, fałsz uczuć odgaduje się po fałszu frazy. Zanadto jednak cenię styl, żeby ryzykować, najciekawsze rozmowy to te które się nigdy nie odbyły. Pogmatwały mu się drogi, i ten las go przerósł, niewiadomo co mu krew przy księżycu podszeptywała. Po co się budzą pragnienia szalone, po co odjeżdża się w kaprys?
Uszko wraz z całą postacią widocznie spodobało mu się na dłużej, bo należało do panny takiej na zewnątrz twardej i hardej, a w środku całkiem poplątanej, nieznośnie dziewczyńsko dziewczyńskiej. Rozmiłowanej w nietrwałości, naiwnie łapiącej się na pozory blasku, chcącej błaznować na scenie w chciwym oczekiwaniu oklasków, mówiącej o czymś wielkim używającej gotowych myśli i sformułowań. Może dużo słodszej gdyby zamiast rozwydrzania ją rozpieszczano.
Każdy szpieg, splunąłby z pogardą na takie ich partackie konspirowanie się. Różany ogród to nie malinowy chruśniak nie da się w nim zgubić. Gra w kłamstwo, gra w nogę, gra z koleżanką, potajemne schadzki, a tajemność ich śmieszna. Czy wysadzenie z samochodu przy kościele, a nie przed domem miało uniewinnić, czy schronić przed ciekawskich wzrokiem? Żadna z tych rzeczy się nie udała.
Tymczasem dla kogoś słodkie umowy, a dla kogoś gorycz. Źle się żyje z osobą która potrafi grać tylko solo. Źle gdy ludzie wybudowali między sobą kamienny mur, który nie ustąpi pod żadną prośbą, gdzie skarga nie przyda się na nic. Co czujesz gdy spoglądasz w nieruchomą twarz tej która zrozumiała, że została porzucona na zawsze, tej która próbuje udawać że wszystko jest ok, że to tylko siła grawitacji działa na kąciki ust. Może tylko w oczach milcząca prośba nie rań, a może gdzieś w skrytości łzami bolące serce, zwinięte na kształt węża, z utrapienia i żalu.
Boli, no cóż tak to już jest że boli.
Nie podoba się ludziom ten który sięga po zabronione, ludzie nie lubią tych, którzy burzą ustalony porządek. Pięści pęcznieją i nawet za dwuznaczność można oberwać. Zabiorą wam ścieżki i ustronia, obgadają, oplują plotką, wytkną palcem i potępią. Popsują komitywę rozwiązłych ust i pojemnych uszu.
To przedpiekiełko sam sobie uszykowałeś i teraz usnąć ani obudzić się nie możesz, wisi mi to tak naprawdę, mimo tego jednak życzę dużo szczęścia w szczęściu osobistym.
(nie)Życzliwa

gilbert oh

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28